500 ZŁOTYCH WYDAM NA SIEBIE A NIE NA DZIECKO, BO ZRELAKSOWANA MATKA TO SZCZĘŚLIWE DZIECKO.

500 zł na pewno przepije…

Irytuje mnie dyskusja w sprawie marnotrawienia rozdawanych przez rząd 500 zł. Te snute z przerażeniem i troską wizje, jak to pieniądze wymieniane są w osiedlowym sklepie na kolejne butelki taniego wina. Głosy oburzenia rysujące obrazy ojców rodzin, którzy dzięki finansowemu wsparciu od państwa ratują przed upadkiem wszystkie okoliczne meliny. Matkom też lepiej nie ufać, bo zamiast mleka i pieluch ewentualnie za 500 zł kupują zapas piwa dla konkubentów. Jakby przynosiły je mężom, to jeszcze system jakoś by to strawił. Ale konkubent? Bo przecież nie partner, jak u tych, co zagryzają, niby z troski o budżet państwa, paznokcie i tym gestem dają sobie prawo do oceny kto, kiedy i na co przeznaczy 500 zł.  Stosują chwytliwe sugestie, które odpowiednio nastawią przeciwników ustawy i wzmocnią przekaz, że 500 zł wcale nie poprawi sytuacji polskich rodzin.

Zrelaksowana matka to szczęśliwe dziecko 

Moją za to poprawi bezsprzecznie. Bez skrupułów wypełnię wniosek, wyślę do urzędu i będę kontrolowała wpływy na konto. Swoje konto, bo moje dziecko, to drugie, dla którego program przewiduje pieniądze rachunku w banku nie ma. Pierwsze nawet, gdyby miało to i tak 500 zł nie dostanie, bo rodzina przekracza określony w ustawie próg dochodowy. Pół tysiąca co miesiąc brzmi nieźle, więc cieszy mnie ta nowa finansowa perspektywa. Od początku prac nad ustawą słucham tych rozmaitych dyskusji, jak pieniądze powinny być wydane, co za nie można kupić, czy może lepiej kontrolować rodziców, którzy dostają ten prezent od państwa i widzę absurd. Bo obawy dotyczą tylko rodzin, które w jakiś sposób sobie życiowo nie radzą, dla których te 500 zł będzie niemal, jak życiowe być albo nie być. Tymczasem ja, matka dwójki dzieci, zamierzam 500 zł przeznaczyć na siebie. Zrobię to bez wyrzutów czy oczekiwanych skrupułów. Zastosuję moje ulubione życiowe proste równanie: matka zrelaksowana to szczęśliwe dziecko. I gdzieś mam krytykę i oskarżenia, że w ten sposób staję się matką wyrodną. Skoro ma to być wsparcie rodzin, a ja jakby nie patrzeć w rodzinie jestem, to uznaję zgodnie z prawem, że mogę pieniądze wykorzystać na swoje egoistyczne potrzeby.

Spa, latte i kino raz w tygodniu 

Lista jest długa, co wiele mam pewnie zrozumie, choć nie zawsze głośno przyzna mi rację. Bo ja za 500 zł chcę jeździć do spa. Chodzić do kosmetyczki na regularny manicure w najmodniejszych kolorach, a nie malować w domu nieśmiertelną czerwienią w odcieniu londyńskiej budki telefonicznej. Zamierzam być na bieżąco z kinowym repertuarem i nie żałować na popcorn lub nachosy w pakiecie. Z półek w księgarni będę wybierała inne książki niż o Czerwonym Kapturku, czarno-białych obrazkach lub księżniczkach. Chcę bez skrupułów kupować kolejną w tym tygodniu dużą latte i sączyć ją popychając swój podwójny dziecięcy wózek z przyjemnością. Będę hipsterem i rozpłynę się bez spoglądania na rachunek nad pesto z jarmużu doprawionego tapioką na deser. Energię po nieprzespanej mocy naładuję na Targu Śniadaniowym, po południu skoczę na jogę dla mam, wieczorem jakiś delikatny jogging w wcześniej kupionych za 500 zł trendy leginsach. Może pobiegnę w jakimś masowym biegu, a nawet dwóch albo i trzech, wpisowe też zafunduje mi rządowy program. Zrobię sobie frajdę i sfinasuję samolotowy bilet nad morze, a jak przestanę karmić to i dalej w głąb Europy na jakiś weekendowy wypad. Oczywiście przywiozę dzieciom prezenty, choć chyba już nie z tej 500 zł puli, bo przecież nie starczy. Najważniejsze, że dla mnie starczy. Na regenerację, duchowe wsparcie, zwyczajne kobiece przyjemności, drobiazgi, na które przy dzieciach zawsze szkoda kasy.

500 zł tylko dla dziecka? 

Bo mózg mamy tak jakoś dziwnie pracuje, że woli córce kupić koleją kurtkę niż sobie buty. 500 zł pozbawia mnie tych dylematów i odziera z wyrzutów sumienia. Biorę jak swoje, bo uznaję, że matce od życia też się coś należy. Noszę, rodzę, karmię, wstaję w nocy, wychowuję. Dostaję najcudowniejszą zapłatę w postaci uśmiechu i szczęścia swoich dzieci, ale skoro państwo oferuje bonus, to przyjmuję ten los z loterii, w której nie brałam udziału. Moje dzieci z 500 zł też skorzystają. Wbrew obawom krytyków uczciwie i po równo. Będą miały zadowoloną, zrelaksowaną, wysportowaną, spełnioną i kulturalnie obeznaną mamę.

Ta lista oczywiście dopiero się rozkręci. Bo wiadomo, że potrzeby kobieta zawsze znajdzie. I nie chcę, by ktoś za moją chęć ich realizacji mnie oceniał albo skrajnych przypadkach nasyłał kontrolę przewidzianą przez ustawę, dla tych rodzin, co marnotrawią pieniądze. Nie uważam, żebym trwoniła prezent, który dostaję od państwa. Może są dobroduszne matki, które uznają, że skoro 500 zł jest dla nich premią, to podzielą się nią z bardziej potrzebującymi. Chwała im za to. Ja dzielę się sama ze sobą. I nie czyni to ze mnie gorszej matki, bo w ogóle mnie nie klasyfikuje w żadnym rankingu. Po prostu spełniam swoje potrzeby.

A wy na co wydacie 500 zł?

Czy jestem jedyną taką egoistką? Zastanawiam się, ile jest kobiet, które też z chęcią przytuliłyby te 500 zł, ale boją się krytyki i wyrzutów sumienia. Nie zachęcam do buntu, ale przełamania tego tonu zakłamanej publicznie toczącej  dyskusji. Mamy, tak szczerze, na co wydałybyście te 500 zł, gdyby nic Was nie ograniczało? Piszcie w komentarzach:) 

Jeśli uważacie, że ten wpis jest ciekawy, podzielcie się nim i bez oporów rozsyłajcie w sieci.

 

Podziel się
Podziel się


Dodaj komentarz

4 komentarzy do "500 ZŁOTYCH WYDAM NA SIEBIE A NIE NA DZIECKO, BO ZRELAKSOWANA MATKA TO SZCZĘŚLIWE DZIECKO."

Powiadom o

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Beata
2 marca 2016 13:25

Kupie dzieciom wszystko co będą chciały, a i dla mnie na coś fajnego wystarczy.

Paulina
3 marca 2016 22:50

Ja bym wydała na masaż pleców bo dziecko trzeba jeszcze dźwigać. W drugiej kolejności tez wybrałabym jakieś spa,choć chwile odpocząć. Nie wiem czy się zakazie, spróbuję wypełnić wniosek. Zobaczymy.

Rozgoryczona
8 kwietnia 2016 16:37

Szczęściara! Tez chciałabym przeznaczyć 500 na spa dla siebie, ale od 19 lat nie stać mnie nawet na wizytę raz w miesiącu u fryzjera. A teraz te 500 zł wcale nie poprawi mojego budżetu, bo niby jak mam je rozdzielić na potrzeby całej trójki nastolatków. A przysługuje mi tylko 500,bo najstarszy syn skończył już 18 lat. Wszystkie dzieci musiałam wykształcić bez pomocy państwa ( myślę tu o stypendiach, dodatkach na podręczniki i zasiłkach, na których otrzymanie zawsze miałam za wysokie dochody. Z dwóch pensji żyjemy skromnie ale szczęśliwie. Zazdroszczę wszystkim, którzy dziś tyle otrzymują od państwa. I jeszcze maja czelność… Czytaj więcej »

Dana
14 czerwca 2016 13:58

Ja też część wydam na siebie wykonuję stresującą ciężką pracę dbając i wychowując dziecko. Muszę się regenerować i relaksować by być wydajniejsza. Poza tym to może zachęcić młode dziewczyny do podjęcia trudu rodziny na całe życie. Zaniedbane wymęczone kobiety skutecznie je od tego odstraszyły i prawie nie ma nowych pokoleń.
Mama powinna być piękna i wesoła dając świadectwo wartości rodziny i swojego zadowolenia z takiej sytuacji.

wpDiscuz
%d bloggers like this: