CHRZEST – PIĆ CZY NIE PIĆ?

2,5 miesięczne dziecko zmarło w dniu swojego chrztu. Rodzice byli pijani. Od takich sensacyjnych tytułów zaczynały się dziś serwisy informacyjne. Szczegóły tej dramatycznej historii już nie są tak jednoznaczne. W domu – zadbanym, jak ocenia policja, niemowlakiem zajmowali się trzeźwi dziadkowie. Babcia miała nakarmić chłopca mlekiem modyfikowanym i położyć go spać. Prokuratura nikomu nie stawia zarzutów, bo stwierdza, że przyczyną zgonu może być zachłyśnięcie lub śmierć łóżeczkowa. Za upicie się kar nie ma.

Ja mam w związku z  tym szalenie trudnym tematem jednak pytanie. O alkohol na chrzcie. Wiadomo, że rodzinne spotkania i święta są idealnym pretekstem do alkoholowych toastów. Tylko, czy wznosić je trzeba za dzieci w dniach ważnych dla nich? Czemu one mają służyć, jeśli nie tylko i wyłącznie zaspokojeniu jakiś potrzeb dorosłych? Sama niedawno przerabiałam tę kwestię, gdy chrzciliśmy nasze maluchy. Zdecydowałam, że na stole nie będzie alkoholu. To święto naszych dzieci i te wypijane lampki i kieliszki w żaden sposób nie poprawią ich losu, nie dodadzą szczęścia ani nie zaprojektują im cudownego życia. Do opijania córki, syna, wnuka, siostrzeńca, bratanka, kuzyna okazji jest sporo – zaczynając od tradycyjnego pępkowego. Dlaczego więc tak naturalnie butelki z piwem, wódką czy nawet niby delikatnym, bo słodkim winem ustawiane są w dniu chrztu obok rosołu i schabowego? Czyje w ten sposób rodzice – bo zakładam, że oni najczęściej organizują obiad, spełniają oczekiwania? Krewnych, którzy bez wychylenia standardowej pięćdziesiątki uznają, że impreza była słaba? A jak poszumi im nieco w głowie, to dadzą, jak jury w Tańcu z Gwiazdami upragnioną dychę, za organizację, sałatkę i tort bezowy? Czy na tym nam zależy i to jest najważniejsze? Ja tu nie jestem od prawienia morałów i ustawiania innym życia, ale mam jakiś taki wewnętrzny sprzeciw, gdy słyszę, że bez alkoholu to nie chrzciny, że rodzina by się obraziła, że przecież nie wypada.

Mój sprzeciw spotkał się z oburzeniem. Brak został zauważony. Nawet serwowany na obiad 5 kilogramowy indyk jabłkami, migdałami i żurawiną nie przyćmił pustki. Była dyskusja i argumenty, że w takim dniu alkohol powinien być obowiązkowo.  Bo taką mamy tradycję i sensu w łamaniu jej nie widać żadnego. Tym bardziej, że przecież to w zasadzie ostatnia taka okazja, bo na komunię, to wiadomo, dziecko patrzy, rozumie, więc mu się butelki z czystą przed nosem obok różańca nie stawia się.

Dla mnie ani powód stawiania na chrzest ani niestawiania kilka lat później z okazji komunii nie jest do dyskusji. Po prostu ja stawiam veto w obu przypadkach, choć, żeby była jasność nie wymagam od nikogo abstynencji i nie mam na drzwiach nalepki z przekreśloną butelką. Sama pijam Karmi regularnie i marzy mi się kieliszek zimnego prosecco Tylko są w życiu rodzinnym takie momenty, w których ta butelka kłóci mi się z okazją i nie rozumiem, dlaczego nacisk i upór z zewnątrz miałyby być silniejsze niż wola rodziców. Ja po prostu chciałam, żeby chrzest był świętem dzieci, nawet, jeśli jeszcze nie rozumieją, o co w nim chodzi, nie będą pamiętały menu ani listy gości.

A jak jest u Was? Kwestia alkoholu ma znaczenie, czy uważacie, że przesadzam?

 

Podziel się
Podziel się


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz
%d bloggers like this: