CO TO?

Rozbrzmiewa zaraz po przebudzeniu. Co to?- pyta Naduśka pokazując na królika z piżamy. Albo misia zagubionego w łóżeczku. Co to – słychać, gdy idzie do kuchni i widzi swój kubek z kotkiem. Trzeba jej po raz setny powiedzieć, że to lampa albo kawa. Syndrom jej wieku, przed którym przestrzegają inni rodzice. Test na cierpliwość albo wytrzymałość. Mnie zaskoczyło, że zupełnie matki nieirytujący.

Mogę odpowiadać na to jedno pytanie właściwie bez końca. Powtarzać, że to stół, but, książka, nocnik albo marchewka. Ona repertuar ma nie do wykończenia. Potrafi zapytać o wszystko. Mnie to jej co to rozbraja i mówię, że kolorowa wstążka, koszula taty, krzesło z poduszką. Sama też pytam i dumna jestem, jak z Nobla co najmniej, gdy Nadusia powie, że miś, miau i mu. Prozaiczne radości, które cieszą niczym bilet do Barcelony. Wsłuchuję się w kolejne wypowiadane przez nią niezgrabnie słowa, dziwię się, jak szybko załapuje nowe wyrazy i ostrzegam tatę, że to już ten czas, gdy trzeba uważać, co się mówi. Bo słuch to ma nieźle wyostrzony, więc powinnam być przygotowana, że jeśli proszę ją, żeby mi coś dała, to zaraz słyszę niczym echo – daj mi to.

Uważaj – odgapiam!

Mała papuga, rozkosznie naśladuje nasze gesty, zachowania i wkłada taty kapcie. Domaga się pędzelka i pudru i wywija po twarzy zadowolona ze swojego makeupu. Chce owijać szyję chustką, jak mama, przecierać usta balsamem. Jak dorwie ulotkę z kosmetykami, udaje, że wciera sobie w buzię krem z obrazka. Rozbawia mnie szalenie, ubarwia prozaiczną codzienność. Wie, czego chce i trudno ją przekonać, że chodzenie w zimowej czapce w domu nie jest najrozsądniejszym pomysłem. Chce być pomocna i niezgrabnie rozwiesza ze mną pranie. Lubi być obok, leżeć w porannej pościeli i czytać swoje książki, skoro mama ma taki rytuał.

Co to wraca jak bumerang

Co to towarzyszy nam wszędzie, ku rozbawieniu przechodniów na spacerze i pani w sklepie, która mówi, że jej by się już dawno znudziło tak odpowiadać. Czy matka ma jakieś wyjście? Milczeć, udawać chorobę uszu, zbywać niecierpliwie. A po co? – tym razem ja zadaję pytanie. Skoro dziecko pyta, intuicyjnie wiem, że chcę odpowiadać. Pokazywać jej świat przez swój pryzmat, uczyć i wspierać. Ją to banalne i powracające z prędkością światła co najmniej co to cieszy, mnie nie przeszkadza. Mogę, niczym zdarta płyta wciąż powtarzać, że stopa, liść albo krawężnik. Niech pyta, niech będzie ciekawa, niech świat ją zaskakuje i cieszy. Dopiero przecież się z nim próbuje zaprzyjaźnić, jakoś odnaleźć swoje miejsce w chaosie rzeczywistości.

Egzamin z cierpliwości

Dziecko wywraca świat do góry nogami, zmienia wszystko, życie nabiera innego wymiaru. Wsłuchiwałam się w te przedporodowe opowieści i akceptowałam nową perspektywę. Potem pojawiła się Nadia, a życie wcale nie eksplodowało. Jest więcej szczęścia, miłości, ale nie wypadliśmy nagle ze swoich torów, nie było zwrotu o te 180 stopni. Dziecko z gracją damy wkomponowało się w nasze życie, pozwalało na wspólne kolacje i wycieczki. Polubiło fotelik samochodowy, łóżeczko turystyczne, lot samolotem, podróże pociągiem  i wózek do biegania. Zmieniło jedno – mój poziom cierpliwości. Choć czasami, gdy patrzę na jej nierówną walkę ze swoim charakterem, to myślę raczej, że po prostu zabrała mi tę niewdzięczną cechę. Tupie nóżką, jak ja kiedyś, domaga się wszystkiego zaraz, natychmiast, nie potrafi czekać. Ja przy niej codziennie zdaję egzamin z cierpliwości i nabieram dystansu do świata. A ona wciąż pyta: co to?

 

Podziel się
Podziel się


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz
%d bloggers like this: