DEBIUT W ŻŁOBKU. CÓRECZKA DORASTA I ZNIKA Z DOMU.

Tak się rozmaite okoliczności naszego życia poskładały, że Nadia trafiła do żłobka. Decyzja nie była okupiona żadnymi dylematami, ja matka, wiedziałam, że to dla niej miejsce idealne. Trafiło nam się dziecko o wyjątkowo towarzyskim charakterze, któremu trudno sprostać w zimowych czterech ścianach. Gdy pojawiła się okazja, zorganizowałam worek przedszkolaka, nowe kapcie i teczkę na prace plastyczne na poziomie co najmniej Malczewskiego.

Tą moją pewnością Nadia nie zachwiała, ale poczuciem dziecięcej miłości i owszem. W żłobku ja dla niej nie istniałam ani przez sekundę. Od początku zajęta była przewracaniem się na poduszkach, tańcami w kółku i robieniem pieczątek. Opiekunki delikatnie sugerowały, że to zaskakująca sytuacja, gdy dziecko debiutując, nie pyta o mamę. Inna mama siedziała w kącie i niemal trzymała za rękę synka, też na adaptacji. Ja przez pierwsze dwa dni tkwiłam za drzwiami z książką, kolejnego rozstałyśmy się w szatni, pojechałam wypić kawę i kupić nowy ekspres. Moja córka nie zwróciła uwagi na tatę, który przyszedł po nią na plac zabaw, ściskała dłoń koleżanki i w rzędzie z maszerowała na następne zajęcia. Wyjście ze żłobka okupione było łzami.

Czy to normalne?

Nie mam pojęcia. Pewnie, że jest w sercu zgrzyt, bo jak to, ta nasza księżniczka już nas nie potrzebuje, nie tęskni, nie rozpacza wysłana na obce terytorium. Trudno pojąć bez rodzicielskich emocji, że taka rozłąka ją uszczęśliwia, że chłonie nasz eksperyment w maksymalnej dawce i akceptuje wszystko bez zarzutu. Pierwsza jest do wyklejania kolorowanek, do talerza z owocami i czytania bajek. Choć wiekowo najmłodsza, z temperamentem i impetem wkroczyła w tę nową dziecięcą rzeczywistość. Upatrzyła sobie bujanego konika i nie dała z niego zepchnąć. Karmiła żyrafę i cierpliwie słuchała poleceń opiekunek. Ja oblewam się solidnym rumieńcem wstydu nawet, gdy znowu słyszę, że mamy jej nie brak, że daje radę bez naszych troskliwych ramion. Może popełniliśmy błąd z tą samodzielnością, może chowamy cyborga mieszam w głowie myślami, jak w parującym kotle, by samą siebie uspokoić, że to po prostu taki egzemplarz. Mam się cieszyć z jej otwartości, bo przecież sama chciałam, by taka była, odważna, radosna, ufna i chętna nowym wyzwaniom. Uczymy ją, że drobne potyczki to nic takiego, z upadku trzeba się podnieść, otrzepać i iść dalej. Sprawdzać, co za horyzontem, chłonąć życie i nie przejmować się na zapas.

Czas dla siebie

Pierwszy egzamin córeczka zdaje zupełnie nieświadomie, odrywa się od nas na te kilka godzin zadowolona, gdy widzi budynek żłobka już krzyczy radośnie. Ja mam egoistyczne chwile dla siebie. Dotąd wyrywane ze strzępków zabawy, teraz nieliczone harmonogramem domowych zajęć. Za chwilę dołączy do nas noworodek. Jestem na ostatniej prostej i mam dni, w których marzę, by nie robić zwyczajnie nic. Udaje się to w weekendy, gdy tata zabiera Nadię już o świcie na targ, a potem robi nam śniadanie, gotuje rosół i prowadzi córeczkę do parku. Żłobek wprowadzi pewną rutynę w tygodniu, a poza tym liczę, że i po tej początkowej fascynacji da Naduśce, jak najwięcej korzyści. Oczywiście spodziewam się z chorób – to najczęściej sygnalizowane ostrzeżenie innych matek, więc naprawdę nie mogło mi umknąć:) I dumna jestem ze swojej dzielnej córeczki, która jeszcze niedawno była szkrabem niewielkim, a teraz,gdy maszeruje ze swoim plecakiem do grupy, wydaje się taka dorosła:)

Na pocieszenie dla rodziców – gorąca czekolada. Łagodzi smutki:)

Składniki:

  • 100 g (tabliczka) gorzkiej czekolady (najlepiej z zawartością kako od 70% )
  • pół szklanki śmietany 30%
  • pół szklanki mleka

do dekoracji – pół szklanki śmietany 30 lub 36 %

Do garnka wlać mleko i śmietankę. Zagotować. Dodać połamaną czekoladę. Mieszać aż się rozpuści. Pozostałą śmietanę ubić. Napój przelać do filiżanek,na wierzch wyłożyć kleks bitej śmietany.

Podziel się
Podziel się


Dodaj komentarz

2 komentarzy do "DEBIUT W ŻŁOBKU. CÓRECZKA DORASTA I ZNIKA Z DOMU."

Powiadom o

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Margo
8 stycznia 2016 10:56

Jakbym dokładnie to samo przerabiała.Właśnie jadę tramwajem, czytam, mója córcia w żłobku a mi się kręci łza na myśl o jej samodzielności, codziennym pytaniu mamusiu pójde lutlo do zobka, mamusiu będzie Pola i Natala,mamusiu…. Nigdy bym nie podjęła innej decyzji.

8 stycznia 2016 19:02

To oddycham z ulgą, że nie jestem sama w tych matczynych rozterkach:) I ja też sama sobie dziękuję za tę decyzję. Widzę,jaki to ma dobry wpływ na jej rozwój!

wpDiscuz
%d bloggers like this: