DROŻDŻÓWKOWA AFERA. PRZEPIS NA LEGALNĄ DROŻDŻÓWKĘ.

Uczniowie z Gorzowa urządzają pogrzeb bułce z kurczakiem i ślą petycję do Ministra Edukacji. Bo nie podoba im się jedzeniowa rewolucja, która sprzątnęła z menu tłuszcz, sól i czekoladę. W mediach obrazki smutnych, niemal zabiedzonych dzieci, których jakaś głupia ustawa pozbawiła dostępu do cukru.

Dramat normalnie, zakazane przyprawy przemycać trzeba w plecaku, okoliczne sklepy idą na ratunek i robią świetną promocję oferując 2 batony w cenie jednego. Na stołówkach protest zbiorowy, talarze wracają pełne. Szefowa od edukacji okazuje się mieć serce i rusza na negocjacje. Potem ogłasza sukces – będzie można jeść drożdżówki. Mięciutkie bułeczki faszerowane ulepszaczami, sztucznymi aromatami i stabilizatorami. One zapewniają im pulchny wygląd, dłuższą świeżość i intensywny kolor. Pozwalają ulec naiwnemu wrażeniu, że za 1,50 można dostarczyć dziecięcemu organizmowi porcję potrzebnej energii.
A to wszystko pic na wodę. Oszustwo wielkie, jak i worki tych mixów, fixów i innych frużelin, które trafiają do wytęsknionych drożdżówek.

Rozumiem bunt, rozumiem irytację, rozumiem nawet te protesty. Bo ustawa choć słuszna wprowadzona w chaosie. Bez wsparcia, tylko z zakazami. Nikt nie powiedział paniom ze stołówki, jak mają teraz gotować, skoro od lat 30 mieszały
w garnkach tak samo. Moja babcia całe życie słodzi wszystkie zupy oprócz rosołu. Tak ją nauczyła na kursie prowadzenia domu przedwojenna kucharka, do której babcia miała ogromny szacunek. Za nic w świecie nie da się babci przekonać, że pomidorowa nie potrzebuje 2 łyżek dodatkowej słodyczy. Że wystarczy jej ta, co jest w pomidorach. Szkolne kuchnie powinny mieć obowiązkowe lekcje gotowania w nowym stylu. Dostać pakiety z gotowymi przepisami na dania, które bez kostki rosołowej też będą smakowały. Zamiast oczekiwać jakiejś wyjątkowej błyskotliwości, można ze wsparciem doświadczonych szefów kuchni przekonać szkolne intendentki, że za kilka złotych da się zrobić dobry, lekki i zdrowy obiad. Dziwię się więc, że zamiast poprawiać błędy po niecałym miesiącu od kulinarnej rewolucji, jej autorzy zaczynają się wycofywać. Absurd totalny. Za chwilę pani minister ogłosi, że jednak brokuły nie zdają egzaminu i można wcinać hamburgery. Ze skrajności
w skrajność. Konsekwencje będą zbiorowe. Widoczne w ponurych statystykach, które już pokazują brutalnie, że co trzeci polski 11 latek waży za dużo. Że dzieci nie wiedzą, jak wygląda por i brukselka. Za chwilę wzorem tych z Londynu będą myślały, że puree powstaje z proszku zalanego wodą. A ziemniaki myliły z pomidorami. Nie oczekuję cudów, ale rozsądku i wytrwałości. Skoro znicze przed szkolnymi sklepikami stawiają licealiści, to dlaczego ustępstwa dotyczą też i tych najmłodszych, których właśnie warto uczyć i pokazywać, że jest znak równości między zdrowo i smacznie. Bo w mediach zawrzało? Słabe to i bez refleksji. Dzieciom naprawdę nie dzieje się krzywda, skoro nie mogą zjeść batona na długiej przerwie. Całe pokolenia żywiły się w szkole kanapką i jabłkiem, bez dostępu do coli i czekolady. Nie było omdleń z tego powodu i traumy odbijającej się rykoszetem po latach.

Przy okazji – przepis na domową drożdżówkę

Składniki:

4,5 szklanki mąki

szklanka mleka

50 g drożdży

3/4 szklanki cukru

1 łyżeczka soli

150 g masła

100 g serka kremowego śmietankowego

Nadzienie

2 szklanki jagód lub innych owoców

200 g serka śmietankowego, może być ricotta

pół szklanki cukru

2 jajka

2 łyżki bułki tartej

Lukier

3/4 szklanki cukru pudru

łyżka gorącej wody

łyżka soku z cytryny

 

Drożdże rozpuścić w chłodnym mleku. Dodać cukier i sól. Odstawić na kwadrans, żeby zaczyn zaczął pracować. Masło rozpuścić. Przestudzić. Do miski przesiać mąkę, wlać masło, wyrobić ciasto, a potem dodać serek i delikatnie wymieszać. Na końcu połączyć z zaczynem drożdżowym. Ciasto odstawić na godzinę aż podwoi objętość. W tym czasie serek wymieszać z cukrem. Z wyrośniętego ciasta odrywać niewielkie kawałki i w dłoniach lepić kulki. Potem kulki trzeba spłaszczyć, szklanką zrobić w nich wgłębienie, ale tak by, nie przebić dna. Dno wysmarować rozkłóconym jajkiem i delikatnie oprószyć bułką tartą. Na nie wyłożyć łyżkę serka, a na to łyżkę jagód. Ciasto każdej z bułek  posmarować jajkiem. Ponownie zostawić do wyrośnięcia na 20 minut. W tym czasie można przygotować lukier, czyli dobrze utrzeć wszystkie składniki. Lukier ma mieć konsystencję gęstej śmietany, jeśli jest za rzadki, trzeba dodać cukru, jeśli gęsty, wody. Piekarnik nagrzać do 200 stopni, wstawić bułki ułożone na blaszce i piec 20 minut. Przed podaniem polać lukrem.

Podziel się
Podziel się


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz
%d bloggers like this: