DZIADKOWIE OD ROZPIESZCZANIA CZY WYCHOWYWANIA – KARTA PRAW DZIADKÓW

Dekalog każdego rodzica, który powinien wryć nam się w pamięć. A nie przypominać o sobie niczym wyrzut sumienia tylko w Dniu Babci i Dziadka. Karta Praw Dziadków to zestaw obowiązkowy i ułatwiający wzajemne relacje. A że na linii rodzice – dziadkowie bywa gorąco, warto szukać neutralnego wsparcia. W końcu cel mamy wspólny – dobro dzieci. Kartę Praw Dziadków ułożono w akcji dziennika Polska The Times.  Stworzyli  ją razem  rodzice, dziadkowie, lekarze, prawnicy i psycholodzy.

Tyle mówi teoria, teraz o rzeczywistości. Nie zawsze idealnej. Bez różu i pudru. Relacje z dziadkami nie są dla rodziców łatwe. Nawet w najlepszych rodzinach dochodzi do poważnych zgrzytów. Bo wpływ na dzieci chcą mieć dwa różne pokolenia. Wychowane w innych warunkach. Żyjące według zmieniających się norm. To, co naszym rodzicom wydaje się naturalne, dla nas zasługuje na miejsce ewentualnie w encyklopedii. Bez czołowego zderzenia więc się nie obędzie. Pogodzenie zdań odrębnych to coś na miarę syzyfowej pracy, może lepiej od razu się poddać. I ustalić warunki. Albo przyjąć do wiadomości i ogłosić względny pokój.

Babcia zawsze wie lepiej

Bo ma większe doświadczenie życiowe i dłuższy rodzicielski staż. Automatycznie w związku z tym posiada też ograniczone zaufanie do rodziców wnuków. Przez te wszystkie swoje lata zdążyła zapomnieć, że i ona kiedyś debiutowała w tej roli. Że też nie chciała, by patrzono jej na ręce i oceniano. Nawet milczeniem. Sugeruje i forsuje najlepsze pomysły,  z troski oczywiście
i z chęci wsparcia. W gorszej wersji krytykuje i poprawia. Ma swoje zdanie na każdy temat i wie, że lepiej by było wykorzystać jej scenariusz. Obraża się, gdy za dobre rady dziękujemy i realizujemy swoje wizje. Ku katastrofie zmierza, jeśli babcia całkowicie ignoruje rodziców  i robi według uznania. Swojego. Jest zazdrosna i zła, że to nie jej dzieci i w związku z tym nie może mieć na nie nieograniczonego wpływu. W tym swoim żalu, być może nieświadomie, może z premedytacją, buntuje wnuki i podważa kompetencje mamy i taty. Przy okazji na każdym kroku dając im do zrozumienia, że są do kitu.

Dziadkowie rozpieszczają

Taką mają wdzięczną rolę. Bo nie muszą, a mogą. Swój egzamin zdali, wypuścili w świat dzieci, które jakoś sobie poradziły, ogarnęły rzeczywistość, mają pracę, dom, są fajne i zabawne. Teraz więc dziadkowie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku puszczają oko do wnuków, bo wiedzą, że czekają na nich już same wisienki na torcie. Generalnie odpada im wstawanie w nocy, poranne dyskusje z tupiącą nogą modelką, która uważa, że futrzana czapka jest świetnym rozwiązaniem latem i za żadne skarby nie daje jej sobie w 30 stopniowym upale zdjąć.  Dziadkowie na pocieszenie albo i bez okazji kupują cukierki oraz przymykają oko na nieumyte zęby. Pozwalają zasypiać przed telewizorem i robią zapiekanki z podwójnym serem. Budyń serwują na obiad i uznają, że trzecia dokładka gorącej czekolady nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Dziadkowie po prostu dają, a nie wymagają. Wiadomo, że są najlepsi. Wnuki chcą do nich na wakacji i z nimi do parku.

Czy da się coś z tym zrobić? Obawiam się, że nie, więc lepiej zaakceptować. Moja babcia potrafiła przez cały dzień smażyć dla mnie frytki. Ta perspektywa objadania się nimi do oporu nakręcała mnie pozytywnie na całe wakacje. A mamę  szlag trafiał, więc czasami ten fakt pomijałam w swoich opowieściach. Zresztą wnuki z dziadkami mają prawo do własnych tajemnic. Niech sobie szepczą na uszko i śmieją się do bólu brzucha. Jakaś pokoleniowa magia to sprawia, że dzieci
i dziadków łączy niespotykana więź.
Nie ma co jej napinać, tylko cieszyć się trzeba, że syn czy córka szczęśliwi, bo mają więcej osób do kochania. I więcej miłości dostają. W gestach zatopionych w codzienności także. Moja babcia smarowała kanapki domowymi przesłodzonymi powidłami i rozumiała, gdy nie chciałam uczyć się robić swetrów na drutach(czego dziś żałuję). Czułam to rozpieszczenie na każdym kroku, a dziś wiem, że w żaden sposób mi ono nie zaszkodziło. Wręcz przeciwnie, dawało poczucie absolutnej akceptacji. Bo babcia ma więcej cierpliwości. Pewnie wynika to i z doświadczenia, życiowego spokoju, ale i tęsknoty za wnukiem.  W opcji, gdy nie mieszka z dziećmi, nie spędza nimi każdej minuty na co dzień, to spotkanie chłonie intensywnie i wykorzystuje maksymalnie. Czyta niezbyt znudzona tę samą bajkę, rysuje kwiatki i słonia. Nie musi robić obiadu, prania i prasować tej sterty ubrań, która piętrzy się razem z wyrzutami sumienia. Niekiedy jednak babcia daje radę. I dziecko i tę kolorowankę i schabowego z barszczem. Brawo ona!

Babcia opiekunka

Nie od święta, a codziennie. Regularnie, jak na etacie. Niby to dla niej przyjemność, bo świata nie widzi poza ukochanymi wnukami, ale generalnie nie ma co się oszukiwać – ogarnięcie dziecka to orka na ugorze. Babcia, przyjmując GUS-owską średnią, jest jednak po sześćdziesiątce i  nawet jeśli zapewnia, że w sercu ciągle ma maj, to warto pamiętać o jej metryce
i większej zdecydowanie podatności na zmęczenie. Czy babcia na pewno podoła, czy to nie odbije się na jej zdrowiu, czy bierze pełnowymiarową opiekę na klatę, bo nie wypada jej odmówić? To sprawy do indywidualnego rozważenia, trzeba  nad nimi się zastanawiać, bo dobra wola nie zawsze idzie w duecie z możliwościami. Zakładamy jednak ten optymistyczny scenariusz, że babcia nie tylko chce, ale i daje radę zajmować się wnukami. Przed 5 dni w tygodniu, po 10 godzin naszej korporacyjnej egzystencji, czasami w bonusie dostając jeszcze weekendowe wieczorne nadgodziny, w czasie których rodzice nadrabiają towarzyskie albo romantyczne zaległości. To czy takiej babci trzeba płacić? I jak to zrobić, by babcia pensję chciała wziąć? Dylemat niemały, szczególnie dla tych, co mają świadomość, że byle opiekunka za godzinę zabawiania dziecka oczekuje najmniej 10 złotych. Karta Praw Dziadków sugeruje, by nie traktować babci, jak taniej siły roboczej i super, ale co w sytuacji, gdy w sprawie wypłaty babcia stawia veto? Wciskać jej te złotówki za pazuchę, słać przelewy i zostawiać koperty?
A jeśli urazimy jej opiekuńczą dumę. Damy tą swoją dobrą wolą pstryczka w nos. Z darmową babcią domowy rachunek oczywiście nam wyjdzie na plus, bo lekko licząc, dzięki  niej można i ze 2 tysiące zaoszczędzić, a świadomości, że dziecko
w dobrych rękach, których nie trzeba kontrolować kamerką zainstalowaną w oku misia (autentyk, a nie obraz z telewizyjnego show o nianiach) to w ogóle się nie da przeliczyć na żadne pieniądze. Tylko czy nam jednak wypada? Czy możemy tak tę babcię wykorzystywać. Może w ramach rozliczeń babcię warto wysłać do sanatorium, zapłacić za kablówkę lub naprawę auta. Lista spraw do uregulowania w każdym domu nie ma końca, więc zawsze jest jakaś opcja, dzięki której łatwiej będzie nam prosić babcię o pomoc.

Babcia jest, ale na swoich warunkach?

Skoro wcielamy w życie opcję z babcią opiekunką, to gdzie stawiać granice. Ustalić zasady, jak z nianią wybraną na castingu się nie da. Nie ma co się łudzić, że podrzucimy dziecko w pakiecie z wymaganiami. Na obiadek chudy kurczak i ekologiczna marchewka. Zero słodyczy. Żadnych tłuszczów trans. Bana od nas dostają też soki słodzone, cola i chipsy. Karta Praw Dziadków mówi, że dziadkowie uwzględniają zasady diety wyznaczonej przez rodziców. A ja odsyłam do punktu
o rozpieszczaniu
. I życia ze świadomością, że jeśli decydujemy się oddać dziecko babci, to musimy uwzględnić też fakt, że mamy prawo nie tylko wymagać, ale i akceptować  to, że babcia niekiedy wie lepiej i najczęściej i tak zrobi po swojemu. Jeśli nie dajemy rady, a rodzinne relacje zaczynają szwankować, trzeba dla dobra całej tej domowej piramidy inaczej ustawić rozwiązania. Wziąć kogoś z zewnątrz i spisać umowę. Z babcią to nie przejdzie. Na jej zmianę podejścia raczej bym nie liczyła, bo inaczej nie była by babcią. Oczywiście, że może się starać, że spróbuje zaakceptować nasze oczekiwania i zrozumieć, że rodzice mają prawo wymagać. Idealnie nigdy nie będzie, bo babcia i mama mają zupełnie inne role w życiu dziecka.

Babcia  z dziadkiem na Kanarach

Babcia i dziadek, jak Karta Praw Dziadków podpowiada potrzebują też czasu na lekarza i swoje sprawy. Nowocześni dziadkowie skaczą ze spadochronu, opalają się na Kanarach i rozgrywają partyjki brydża w nocnym klubie. Mają do tego święte prawo, a my powinniśmy to akceptować i tolerować. Niech szaleją, jak mogą, nam nic do tego. No poza zazdrością o czas i siły. Niektórzy dziadkowie wciąż pracują i emerytura to dla nich tak odległa przyszłość, jak dla mnie perspektywa wyspania się. Czas aktywności w tym pokoleniu się wydłużył, babcia dziergająca na drutach i smażąca konfitury to czasami tylko wyobrażenie. Nie mamy prawa wymagać i wymuszać wsparcia.  Egoistycznie oczekiwać, że dziadkowie rzucą wszystko, by ratować nas za każdym razem, gdy nie będzie, co zrobić z dzieckiem. Padła już tu sugestia, że dziadkowie to nie nasi pracownicy, nic nie muszą, ewentualnie mogą. Roszczeniowości i szantażowi wynikającemu jedynie z faktu posiadania dzieci mówimy zdecydowane nie. I uświadamiamy sobie, że to jednak nasze dzieci i jedynie my mamy wobec nich jakiekolwiek obowiązki.

Karta Praw Dziadków  brzmi pięknie i zbyt… idealnie. Ma wspierać w dążeniu może nie do ideału, ale chociaż rozwiązania poprawnego. Naiwnością godną mojej dwulatki  jest jednak oczekiwanie, że obustronne akceptowanie wszystkich zasad samo się zadzieje. Powiesimy na ścianie, powtórzymy sto razy i zgra się, jak trzeba. Wcielanie jej poszczególnych punktów w życie to harówka porównywalna z wychowaniem dziecka. Raz krok w przód i dwa w tył. Dobra wola, wyrozumiałość i jeszcze cierpliwość są przy tym wskazane. A może przede wszystkim świadomość, że my także kiedyś będziemy dziadkami.

A tymczasem wszystkim dziadkom – najlepszego. Cieszcie się swoimi wnukami!

 

 Ps. Jacy są albo powinni być dziadkowie Waszych dzieci?Macie jakieś patenty na udane relacje? 

Podziel się
Podziel się


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz
%d bloggers like this: