DZIECKO IDZIE DO ŻŁOBKA

Decyzja podjęta, dziecko idzie do żłobka. Czasami wymusza to rodzinna sytuacja, niekiedy rodzice chcą wysłać malucha, by miał kontakt z rówieśnikami i uczył się zasad życia w grupie. Wprawdzie dziecko do 3 lat nie potrzebuje takich społecznych relacji, bo psychologowie twierdzą, że wystarcza mu kontakt z bliskimi. Gdy jednak patrzę na swoją córeczkę i jej doświadczenia, badania naukowców, stawiam pod znakiem zapytania.

ŻŁOBEK TO STRES?

Informacje o tym, że dziecko najlepiej rozwija się przy bliskich i przez pierwsze 3 lata życia tylko obecność rodziców gwarantuje mu prawidłowy rozwój emocjonalny i społeczny sprawiają, że mam pewnien dysonans. Bo z jednej strony czytam o badaniach psychologów, którzy dowodzą, że odseparowanie dziecka od mamy powoduje stres, który może mieć wpływ na destrukcyjne zachowania w przyszłości, a z drugiej widzę swoje dziecko, które każdego ranka z uśmiechem szykuje się do żłobka. Gdy odbieram córeczkę, przez całą drogę opowiada, co się tam działo, jak się bawiła, gdzie była. Spontanicznie śpiewa poznane piosenki, tańczy, jak na zajęciach z muzyki i próbuje robić wywrotki zapamiętane na gimnastyce. Cieszą mnie te małe i duże umiejętności, ale najbardziej fakt, że moja 2,5 latka ma swoje sprawy, które sprawiają jej przyjemność. Nadia spędza w żłobku 6 godzin i z ręką na sercu przynaję, że w domu nie zapewniłabym jej tylu wrażeń. Wiadomo, że oprócz wychowania dzieci są jeszcze tak prozaiczne sprawy, jak ogarnianie domu i nie będę nawet próbować tłumaczyć, że byłabym w stanie przez 6 godzin śpiewać, kolorować i wyklejać obrazki z Myszką Miki. Jeśli są mamy, które cudownie łączą te kwestie – szacun. Ja nie potrafię. Nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Nie obarczam się odpowiedzialnością za to, że pobyt w żłobku przerywa więź łączącą mnie z dzieckiem.

Pewnie sporo zależy od indywidualnych cech dziecka, jego charakteru, ale nasze doświadczenie i dzieci, które obserwuję wokół pozwala mi zaprzeczać tym rozmaitym doniesieniom o tym, że żłobkowe dzieci tracą pewność siebie, mniej ufne, mają słabsze poczucie własnej wartości. Moja córeczka niesamowicie się rozwinęła. Nie było problemu z adaptacją, od początku chciała być wśród dzieci. Z dumą pokazywała budynek przedszkola, do którego chodziła. W domu opowiada o swoich koleżankach, cieszy się, gdy na osiedlowym placu zabaw spotyka kolegów ze żłobka i może jeszcze się z nimi pobawić. Widzę, jak wita się ze znajomymi dziećmi i nie zauważam, żeby, jak twierdzą niektórzy naukowcy, mała coś traciła. Spędzamy dużo czasu razem, mamy swoje babskie sprawy, rano pijemy kawunię, wieczorem czytamy bajki albo snujemy długie abstrakcyjne opowieści. Jesteśmy ze sobą związane, a żłobek tego nie zniszczył.

Kiedy wracałam do pracy po ponad rocznym urlopie macierzyńskim, Nadia zostawiłam w domu z opiekunką. Byłam z tej opcji zadowolona. Mała lubiła swoją ciocię i cieszyła się, gdy się spotykały każdego ranka. Widziałam efekty pracy, jakią niania wykonywała. Ona nauczyła moją córkę, że nie wolno zrzucać książek z półek – ja nie byłam tak konsekwentna. Jednak mając na koncie te dwa doświadczenia, wiem, że bardziej sprawdza się opcja żłobkowa. Przynajmniej w naszej rodzinie, z naszym dzieckiem. Nadia szybko zaczęła świetnie mówić, wyrażać swoje potrzeby, bez problemu poszło nam odpieluchowanie. Sama zaczęła się ubierać, nauczyła się wkładać i zdejmować buty – chętnie robiła to bez pomocy, bo widziała w żłobku, że w ten sposób zachowują się inne dzieci.

Wysłanie dziecka do żłobka to zdaniem psychologów przyspieszanie jego rozwoju na siłę. Maluch wpada w rytm wczesnych pobudek, a powinien spać tak długo, jak chce. Do 3 roku życia dziecko według teorii nie potrzebuje specjalnego kontaktu z rówieśnikami. Jak jednak patrzyłam na swoją córkę stęsknioną takich relacji i cieszącą się niesamowicie, jak trafił jej się kompan do zabawy, trudno mi było uwierzyć w te badania. Po roku żłobkowych doświadczeń nie czuję, że popełniłam błąd, nie jestem wyrodną matką, która zrzuca odpowiedzialność za dziecko na zbiorowe insytucje, nie zabieram jej beztroskiego dzieciństwa. Wręcz przeciwnie, bo żłobek uwypukla problemy, jakie ma moja córeczka, zwraca uwagę na to, z czym sobie nie radzi, jakie ma emocje. Są momenty trudne. Jednak nie żałuję decyzji.

TRUDNE ŻŁOBKOWE MOMENTY

Najtrudniejsze dla mnie były choroby. Całą zimę mała chorowała. Zazwyczaj były to przeziębienia z lejącym się katarem i kaszlem. Inhalator chodził nieustannie, próbowałam naturalnie wzmacniać odporność, ale bywało różnie. Wychodziłyśmy na zdrową prostą, a wystarczyło kilka kolejnych dni w żłobku i Nadia wracała z infekcją. Bywały miesiące, że chodziła tylko przez połowę miesiąca, w pozostałe dni leczyłam i ją i jej brata. Nigdy w życiu nie miałam tak bogato wyposażonej apteczki. Nie byłam tak często w przychodni. Nie dostawałam tylu recept i zaleceń. Zanim Nadia poszła do żłobka katar miała raz. Na szczęście żłobek nie zafudował jej poważniejszych chorób. Żadnych zakaźnych i długotrwałych. Sprawę przezięnień ostatecznie załatwiło ciepło i pobyt nad morzem. Mam jednak stres przed kolejną jesienią, choć liczę też na to, że ta odporność mojego dziecka już w jakimś stopniu się poprzez poprzednie doświadczenia zbudowała. Jednak uczulam wszystkich debiutujących rodziców – trzeba się nastawić na to, że przynajmniej na początku, dziecko będzie chorowało. Ja miałam ten komfort, że byłam w domu, bo posłanie Nadii do żłobka odbyło się na finiszu mojej drugiej ciąży. Jednak, gdybym miała brać nieustannie zwolnienia albo kombinować z kim ją zostawić, niewątpliwie miałaby problem i rozwiązanie go trzeba brać pod uwagę wysyłając dziecko do żłobka.

WYPRAWKA DO ŻŁOBKA

Dziecko w żłobku ma zagwarantowaną opiekę, zajęcia rozmaite i posiłki. Są jednak rzeczy, które trzeba do żłobka przynieść:

  • woreczek na rzeczy – najczęściej wisi w szatni. Może być spersonalizowany, uszyty na zamówienie, kupiony z motywem ulubionej bajki. Jednak ponieważ głównie wisi i dziecko z niego nie korzysta ( rodzice zostawiają tam rzeczy lub brudne oddają opiekunki) można spokojnie wykorzystać najwyklejszy, nawet z reklamą jakiegoś sklepu czy imprezy biegowej. Kupowanie drogiego worka to zbędny wydatek.
  • ręcznik -najwygodniejszy mały, z motywem ulubionej bajki, od razu warto kupić co najmniej3  – ręczniki są systematycznie wymieniane. Służą głównie do wycierania rąk, więc rozmiar ma znaczenie, im mniejszy, tym wygodniejszy.
  • kapcie – antypoślizgowe, ale i łatwo wkładane – dziecko szybko uczy się zakładać je samo, więc skomplikowane zapięcia, sznurówki odpadają.
  • szczoteczka i pasta do zębów
  • pieluchy – jeśli dziecko nie jest odpieluchowane
  • pościel lub grubszy kocyk z poduszką – w zależności od wymogów żłobka. Tutaj wybór zależy od Waszych możliwości finasowych – są opcje uszycia na indywidulane zamówienie, z inicjałami dziecka,ale zwykłe bawełniane koce też się sprawdzą. Nie ma co przesadzać.
  • mokre i suche chusteczki potem przynoszone regularnie 
  • fartuszek/koszulka do prac plastycznych
  • śliniak – nigdy nie zrozumiem, jak to się dzieje, że moje dziecko wraca ze żłobka czyste:) W domu nawet ochrona ślinika nie chroni przed plamami.
  • ubrania na zmianę – majtki, skarpetki, koszulki, spodnie, zimą rajstopy. Dziecko jednak się brudzi i moczy:) Więcej zestawów warto przygotować, gdy trwa odpieluchowywanie.
  • teczka na prace plastyczne – żłobek odkrywa talenty:) Dzieci ciągle coś rysują, a rodzice się zachwycają wyjmując z teczki cudowne obrazki.

Jeśli o czymś zapomniałam – napiszcie. Tym, którzy debiutują w żłobku – i dzieciom i rodzicom – życzę powodzenia:)

Jakie Wy macie zdanie na temat posyłania dziecka do żłobka? Piszcie w komentarzach pod tekstem.

 

 

Podziel się
Podziel się


Dodaj komentarz

1 Komentarz do "DZIECKO IDZIE DO ŻŁOBKA"

Powiadom o

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
23 grudnia 2016 15:22

Dobry wpis, ale uważam że dla każdego dziecka to stres, niezależnie od charakteru.

wpDiscuz
%d bloggers like this: