DZIECKO W PODRÓŻY. TO MUSISZ WIEDZIEĆ !

Fantastyczne wyjazdy. Wciąż we wspomnieniach. Daleko i blisko, na weekend samochodem do lasu, na tydzień samolotem do Malagi. Miesiąc włóczenia się po Ameryce Południowej, kilka tygodni w RPA. Kolejka do ambasady po amerykańską wizę i zderzenie z nowojorską rzeczywistością. Norweskie lofoty i kolumbijskie ceviche. Miłość od pierwszego wejrzenia do Podlasia, Biebrza przemierzana kajakiem, a Toskania szklakiem najpyszniejszej oliwy i wina. W epoce przed dziećmi podróżowaliśmy sporo, po ich pojawieniu uznaliśmy, że nie ma powodu, by rezygnować z tego, co oboje lubimy. Trzeba tylko dostosować się do nowych warunków. Wyjazdy z dzieckiem wcale nie muszą być koszmarem. 

Pierwsze loty za płoty

Nadia miała miesiąc, gdy leciała samolotem. Krótka trasa, 45 minut z Wrocławia do Warszawy, ale jak pomyślę, że ja wsiadłam na pokład dopiero na studiach, to jednak uznaję to za wyczyn:) Obyło się bez niespodzianek, bo podróż przespała. Podobnie kilka następnych w chmurach. Gorzej było, gdy zabraliśmy ją na Wyspy Kanaryjskie, miała niecały rok i w czasie 6 godzinnego lotu marudziła. Ratowaliśmy się przekąskami, książkami, zabawami z innymi dziećmi, noszeniem na rękach i jakoś przetrwaliśmy, ale momentami mieliśmy dość. Pół roku później byliśmy w Turcji, w samolocie wsparła nas załoga, bo najpierw podarowali Nadii zestaw podróżnych kolorowanek z naklejkami, a wszystko co nowe i inne, cieszy i skupia uwagę na dłużej niż kwadrans, a potem zaproponowali rozkładane łóżko. W nim małe dziecko może wygodnie przespać całą podróż.

Samolotem warto podróżować zanim dziecko skończy 2 lata. Do tego wieku nie płaci za bilet lub płaci 10% jego wartości. Ta ulga dotyczy standardowych linii w Polsce i całej Europie.  Również cena wycieczki kupowanej w biurach podróży jest korzystna dla niemowlaków, bo te do 2 lat najczęściej mają wakacje za darmo lub symboliczne 100 zł. Mniej opłacalne są loty z małymi dziećmi tanimi liniami. Ryanair czy Wizzair traktują niemowlaki mniej priorytetowo i nawet, jeśli rodzic znajdzie dla siebie bilet w promocji – za chociażby 20 zł, to dziecku musi kupić kilka razy droższy, według standardowej dziecięcej stawki. A ta nie schodzi najczęściej poniżej 200 zł w jedną stronę. W przypadku lotu do jakiegoś ulubionego europejskiego miasta, może się to jakoś rodzinnie  kalkulować, ale na krajowych trasach zupełnie nie. W tanich liniach za darmo da się przewieź wózek dziecka, czasami linie  zgadzają się również na fotelik – zawsze trzeba o to pytać przed wylotem. Wózek można nadać jako bagaż albo oddać go dopiero przy wejściu na pokład samolotu. Każdy inny dodatkowy bagaż jest płatny – też niestety niemało -powyżej 100 zł. Niektóre linie mają promocje i torbę dzieci można kupić za połowę standardowej ceny. Warto na to zwracać uwagę, bo przy rodzinnym wyjeździe uda się nieco zaoszczędzić.

W czasie lotu dziecko do 2 lat nie ma swojego miejsca, zawsze przy starcie i lądowaniu siedzi na kolanach jednego z rodziców. Musi być przypięte specjalnym pasem, dotyczy to także noworodków. Jeśli chodzi o pierwszeństwo przy wejściu na pokład – w tanich liniach trzeba sobie wykupić taką opcję. W standardowych dużo zależy od uprzejmości obsługi, ale najczęściej rodzice z dziećmi, podobnie, jak kobiety w ciąży, są wpuszczani na początku.

Dokąd zmierzamy

Z autem córeczka polubiła się natychmiast i błyskawicznie w nim usypiała. Bez względu na wiek i porę potrafiła nie obudzić się przez całą podróż z Warszawy do Wrocławia czy nad morze. Wykorzystywaliśmy tę przypadłość, gdy miała 2 miesiące wywieźliśmy ją samochodem na prawie miesiąc do Sopotu. Powoli świtała wiosna, Nadia wdychała jod, a ja jadłam ryby i czytałam książki na molo. Nie było żadnych niespodzianek, mała świetnie się przystosowała do tymczasowych warunków i nie marudziła w łóżeczku turystycznym. Tato zabierał ją na 20 kilometrowe spacery, ja na kawę na Monciaku. Dzięki niej pierwszą piłam już przed 8 rano w lokalnym MCDonaldzie, bo tylko on o tej porze ją serwował. Pociągiem podróżowaliśmy do Gdańska i Gdyni. Nadia nam dzielnie towarzyszyła wszędzie tam, gdzie trafiliśmy.

Nie mieliśmy więc żadnych wątpliwości, gdy jesienią zafundowaliśmy sobie rodzinną długą podróż autem po Polsce. Dotarliśmy i na południe, do Krynicy Górskiej, na Słowację i na biegun zimna w Suwałkach. Byliśmy tydzień w Augustowie i kolejny na Mazurach. Zmiana miejsc nie robiła na dziecku wrażenia, nie marudziła i bez problemu dostosowywała się do fundowanych jej atrakcji. Wszędzie zabieraliśmy jej łóżeczko turystyczne, które jest wynalazkiem genialnym. Nim Nadia skończyła rok, kilka razy była w samolocie, jechała pociągiem i pokonała tysiące kilometrów z nami w aucie.

Miejsce dla noworodka

Jej brat nie mógł być gorszy, miał niewiele ponad miesiąc i znalazł się w pociągu. Uroki PKP poznawał od tej lepszej strony – czyli Pendolino. Pojechaliśmy świętować swoją rocznicę ślubu do Sopotu, dzieci świetnie się zgrały. Nowe pociągi mają przedziały dla rodzin z dziećmi i kobiet w ciąży. To bardzo wygodna opcja, są tam zaledwie 4 miejsca, więc można liczyć na komfort. Mankamentem w tej opcji jest tylko to, że biletu nie można kupić przez internet. Trzeba udać się na dworzec i odstać swoje w kolejce. Taki absurd PKP. Na niektórych trasach w czasie wakacji są specjalne wagony z placem zabaw dla dzieci. Dzieci nie płacą za bilet wcale, a dorośli, którzy z nimi podróżują mają 30% zniżki na bilet, bez względu na trasę. Wybraliśmy pociąg, bo uznaliśmy, że tak będzie szybciej. Uniknęliśmy męczącego zatrzymywania się na jedzenie i siku. Dla mnie komfortowe było też ograniczenie bagażu. Bagażnik auta zawsze wydaje mi się być z gumy, więc wkładam do niego tysiące niepotrzebnych rzeczy. Sukienki dla Nadii i w kratkę i z kotkiem, spodnie na gumce, z zamkiem, dwie kurtki i płaszcz. Każdy zestaw uzupełniałam czapkami i szalikami. Drugie i trzecie buty na wypadek, gdyby padało, wiało albo świeciło słońce. Każda mama zrozumie przecież moją zapobiegliwość. Na 3 dni do Sopotu spakowaliśmy się jednak  w jeden 75 litrowy plecak:) Niczego nam nie zabrakło, było nawet miejsce na zakupy, które zrobiłam na miejscowych wyprzedażach. Wraz z rodzicielskim doświadczeniem nawet i mama mądrzeje, bo uznaje, że nie trzeba domu przenosić wszędzie tam, dokąd trafimy. Oczywiście, że reklama rządzi naszymi umysłami i wpiera nam, że bez podróżnej wanienki nie ma szans, ale nasze dzieci nigdy z niej nie korzystały i mają się wyśmienicie.

Gdzie spać?

W wielu hotelach, hostelach i pensjonatach są łóżeczka turystyczne, więc odpada opcja targania ich z domu. Wystarczy przy rezerwacji poprosić o wstawienie go do wynajmowanego pokoju. Opcja jest darmowa, w Sopocie skorzystaliśmy z pokoju rodzinnego i tam przygotowali  nam 2 łóżeczka, choć w opisie gwarantowane było tylko jedno. Także, jak zwykle, wszystko zależy od zwykłej ludzkiej uprzejmości:) Warto negocjować ceny! Szczególnie poza sezonem są one niższe, a i tak często udaje nam się jeszcze zaoszczędzić. I to w dobrych hotelach, które ogłaszają się na różnych turystycznych portalach. Sprawdza się zasada, że rezerwując bezpośrednio w recepcji, a nie przez pośrednika, któremu hotel musi zapłacić prowizję, zapłacimy mniej. W hotelach i pensjonatach często są sale zabaw dla dzieci albo przynajmniej kąciki. To świetne rozwiązanie, gdy chcemy odpocząć:) Niektóre miejsca nawet zatrudniają opiekunki, które w ramach hotelowego pakietu zajmują się maluchami.

Co na to dzieci?

W czasie wyjazdów z dziećmi dbamy o to,  by nie zakłócać ich rytmu dnia. Mają drzemki o takich godzinach, jak w domu. Nie zawsze zasypiają w łóżeczku, czasem wygodniej zaliczyć popołudniową sjestę na spacerze albo w restauracji. To ostatnie miejsce jest naszym ulubionym, pod warunkiem, że mamy sytuację idealną –  sen dwójki jednocześnie:) Życie to jednak nie bajka, więc oczywiście my sobie planujemy, ustalamy menu i marzymy o niczym niezakłócanym posiłku, a w rzeczywistości jedną ręką wycieramy rozlaną wodę Nadii, a drugą ulane mleko Pawełka. Rybka pieczona w gorącym piecu stygnie nieuchronnie, frytki tracą chrupkość, a z surówki wyciekł cały sos. Dzieciaki, jak na komendę robią kupę, a my negocjujemy, kto ją eliminuje. Potem, jak gdyby nigdy nic, siadamy nad tym talerzem z wypasionym obiadem w kultowej tawernie i kontynuujemy romantyczną, a jakże, randkę.

Kiedy najlepiej podróżować? 

W sumie to bez  znaczenia. Każdy wiek na wyjazdach ma swoje plusy i minusy. Z niemowlakiem karmionym piersią  odpada problem jedzenia. Dziecko zaspokaja głód tam, gdzie akurat się znajdujemy. Karmiłam więc na sopockim molo, w pociągu i samolocie. Wszędzie dyskretnie i bez problemów. Z butelką też nie ma przeszkód, można przygotować porcje i poprosić o wodę w odpowiedniej temperaturze w najbliższej kawiarni. Starsze dziecko, jak nasza Nadia, je wszystko, więc po prostu zamawiamy jej mniejszą porcję w restauracji lub dzielimy swoją. To szalenie wygodne. Niemowlę większość podróży prześpi, dla przedszkolaków trzeba przygotować atrakcje, by nie nudziły się w drodze.

Wszystko zależy od podejścia. I odrobiny odwagi. Bo pamiętam te dobre rady doświadczonych mam, które z przerażeniem komentowały nasze wyjścia do restauracji z noworodkiem, odwiedziny znajomych i wyjazdy. Bywało, że ta troska atakująca z zewnątrz wpędzała mnie w poczucie winy, stawiała znaki zapytania i rodziła obawy. Kolejne doświadczenia jednak utwierdzały nas w przekonaniu, że nie robimy nic złego. I mamy prawo do wyboru swojego rodzinnego stylu. Każda podróż jest dla nas nowym doświadczeniem. Bywa wyzwaniem. Bo wyjazdy z dziećmi są trudniejsze. Nie ma co się oszukiwać. Nie posiedzimy w barze sącząc miejscowe wino do rana. Nie zatracimy się w tańcu na parkiecie. Musimy wybić sobie z głowy opalanie bez ograniczeń i długie dystanse pokonywane kraulem w basenie.  Nigdy jednak nie był to dla nas pretekst do rezygnacji z podróży. Po prostu zaakceptowaliśmy fakt, że z dziećmi wyglądają one inaczej.

Jeśli uważacie, że ten wpis jest ciekawy i komuś może się przydać, podzielcie się nim na Facebooku i bez oporów rozsyłajcie w sieci

Podziel się
Podziel się


Dodaj komentarz

2 komentarzy do "DZIECKO W PODRÓŻY. TO MUSISZ WIEDZIEĆ !"

Powiadom o

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
13 lutego 2017 07:39

Czy to prawda, że z dziećmi chce się podróżować? Że chce się im pokazywać świat już od małego?

14 marca 2017 21:47

ladne zdjecia 🙂

wpDiscuz
%d bloggers like this: