GRAFFITI. SPACEROWE IMPRESJE PO CHOROBIE.

Dopadło. Przyszwędało się wieczorem w postaci gorączki. Znienacka, bez zapowiedzi i bez pytania. Jak to ma w zwyczaju. Jesienne przeziębienie. Wirus niemiły z  drapiącym gardłem  i spadkiem nastroju.

Nadula niemrawa, wtula się mocno ze szklistymi chorobowo oczkami. Tata zmierza w kierunku nocnej apteki, bo oczywiście w domowej pełen zestaw na zgagę, wymioty, biegunki i inne nieprzyjemności, ale nie na temperaturę, którą wskazuje termometr. Mała ląduje w naszym łóżku i nikt nie ma pretensji, że jest królową i spycha nas na boki. Choroba to  przywileje, Nadusia nawet z gorączką o tym pamięta.

Jak okiełznać wirusa?

Współczujemy rodzicielsko, karmimy syropami. Robię jej nawet pierwsze w życiu kakao. Odmawia, jak nie ona, łasa na premiery wszelakie. Marudzi, nie je, kaprysi i płacze. Lekarz wspiera specyfikami, ja ryżem z jabłkiem i malinami. Kilka dni mija w takim zawieszeniu, z ciągnącymi się smarkami, łzami i kontrolowaniem temperatury. Snuje się smutno w domowych kapciach, nawet bałaganu w pokoju robić nie ma ochoty.

Gdy forma wraca…

Kiedy więc pewnego poranka wstaje uśmiechnięta i dyskutuje z misiami, znaczy, że wróciła! Energiczna, szczęśliwa, radosna i z tym swoim nieokiełznanym temperamentem. Stęskniona za tym co za oknem, zmęczona monotonną chorobową egzystencją. Zabieramy ją na spacer, krótki oddech jesiennego słońca, które przyjmuje łapczywie. Zmierzamy zaledwie kilka kroków od domu, ale w miejsce zupełnie wyrwane z blokowych oczywistości. Ustrojone kolorami, optymistyczne i barwne dla dziecięcego oka. Naduśka zachwycona, dotyka, sprawdza te obrazki na murze i cieszy wolnością.

 

Podziel się
Podziel się


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz
%d bloggers like this: