KARMIENIE PIERSIĄ PRZED SĄDEM

Ruszył pierwszy w Polsce proces w sprawie karmienia piersią. Mama pozywa restaurację w Sopocie, bo gdy chciała w niej nakarmić swoje dziecko,  kelner zasugerował jej zmianę miejsca. Podobno karmiąca piersią kobieta irytowała innych klientów.

PIERSI PRZED SĄDEM

Sprawa przed sądem rozpoczęła się w trwającym właśnie światowym tygodniu karmienia piersią. Taki zbieg okoliczności, który nagłośnieniu tematu fantastycznie pomógł. I dobrze. Bo mam wrażenie, że coś, co powinno być naturalne, otoczone jest niepotrzebną zupełnie dyskusją. Biorą w niej udział najczęściej ci, co nie mają pojęcia, jak wygląda karmienie piersią. Zbulewersowani i obrzydzeni samą świadomością, że matka może to robić w miejscu publicznym. Obnażać się, rozbierać, wystawiać cycki. I jeszcze czerpać z tego przyjemność. Skandal. Tymczasem polskie prawo nie zakazuje karmienia piersią w miejscach publicznych. W sumie paradoksalne, że coś co zalecane było jeszcze w czasach antycznych, teraz, w dobie takiego cywilizacyjnego postępu, musi być ujęte w normy prawne, żeby było chronione. Ja karmiłam w restauracji, na plaży, na chodniku, kościele, samolocie, pociągu i w wielu innych miejscach. Nigdy nikt nie zwrócił mi uwagi. Czasami ktoś się uśmiechnął, zapytał o wiek dziecka, opowiedział swoją historię. Najczęściej jednak moje karmienie nie wzbudzało żadnej reakcji. Robiłam i robię to dyskretnie. Podobnie, jak miliony innych mam. Bo wbrew tym wszystkim alarmującym i zawstydzonym głosom naprawdę żadna z nas nie potrzebuje czerpać przyjemności z wystawiania cyca na widok publiczny. Bez problemu można nakramić dziecko tak, by pierś w ogóle nie była na wierzchu.  Zdecydowanie wiecej widać w sukienkach z większym dekoltem niż w czasie, gdy dziecko je. Serio. Dlaczego one więc nie obrzydzają wystawione na widok publiczny w restauracji? Jakoś nikt z nich nie wyprasza kobiet bez stanika ze sterczącymi sutkami. Takie babki są seksowne, piękne i pociągające. Karmiąca matka nie dość, że pozbawiona całej tej seksualnej otoczki, to jeszcze irytuje, szokuje i sieje zgorszenie. Dziwi mnie naprawdę, że w czasach, gdy negliż jest sztuką, gdy gołe ciała widać na okładkach co drugiej gazety, a ekstra balsam spływa po ciele rozebranej babki w telewizyjnej reklamie, ktoś chce tracić energię na oburzanie się tym, że jakaś dziewczyna śmiała odsłonić fragment swojej piersi? Że nie schowała się z nią w toalecie, a najlepiej nie została z nią i dzieckiem do niej przyczepionym w domu? Błagam. Fantastycznie pokazuje obłudę w tej sprawie jeden z eksperymentów. Kobieta z głebokim dekoltem jest seksowna, karmiąca mama, choć ma zdecydowanie bardziej zasłonięte piersi, uznawana jest za obrzydliwą.

MATKA KARMIĄCA W UKRYCIU

Nie należę do rozczeniowych matek, dla których dziecko jest argumentem do posiadania specjalnych praw. Karmienie jest jednak dla mnie tak naturalne i tak nieinwazyjne, że sprzeciwiam się całkowicie jakiejkolwiek krytyce w tym temacie. Decyzja o rodzaju karmienia powinna być idywidualnym wyborem każdej z nas. Nie mam problemu z tym, że ktoś podaje butelkę, nie agituję, nie krytykuję. Uznaję bezapelacyjnie, że mama najlpiej wie, co jest najlepsze dla niej i dziecka. Często za brakiem naturalnego kramienia kryją się dramatyczne historie i nikt nie powinien ze swojej perspektywy ich oceniać. Sama karmię, bo pomijając wszystkie względy zdrowotne, uważam, że jest to najwygodniejsza forma zaspokojenia głodu dziecka. Przerabiałam wyparzanie butelek, podgrzewanie i wiem, że najprzyjemniej jest po prostu wyciągnąć tę pierś. Karmię teraz drugie dziecko i wiem, że w tej sprawie nie ma żadnej reguły. Nie można niczego zaplanować i nie zawsze da się dopasować harmonogram karmienia do wyjścia z domu. Ten, kto sugeruje takie rozwiązania, niech sam zrobi sobie grafik i nie wyłamie się z niego nawet łykiem wody w 30 stopniowym upale. Mój syn na początku jadł nieustannie. Wszędzie. Jadł i spał. Nie powinnam więc w ogóle ruszać się z domu. Siedzieć zamknięta, żeby nie gorszyć tak naturalną czynnością, jak jedzenie. Jakoś jednak nie przeszło mi to nawet przez myśl. Mały był ze mną w restauracji i nikomu nie przeszkadzał, bo jak został nakarmiony, nawet nie pisnął.  Nie zgadzam się więc na ogranicznie tylko dlatego, że zdycydowałam się karmić swoje dziecko piersią. Dlaczego dając dziecku, to, co mogę najlepszego, mam mieć ograniczone swoje prawa? Czy wybierając naturalne karmienie, automatycznie mam godzić się z tym, że przez kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt miesięcy nie wyjdę z domu dalej niż do sklepu? Nie wyjadę na wakacje?

Nie domagam się jakiegoś specjalnego szacunku dla mam karmiących piersią. Oczekuję uznania tego za normalność i nie doszukiwania się w takiej formy karmienia jakiejkolwiek ideologii, robienia komuś na złość, siania zgorszenia. Karmiące mamy naprawdę borykają się z milionem innych ważniejszych problemów niż to, że mogłby swoim karmieniem kogoś urazić. Myślę, że żadna z nas nie epatuje z premedytacją swoim biustem. Mam wrażenie, że bardziej go eksponuję w stroju kąpielowym na basenie czy plaży niż w czasie, gdy moje dziecko z niego je. Nie wstydzę się karmienia, nie mam z nim problemu, jestem w stanie nakramić dziecko wszędzie, bo uważam, że robię to tak nieinwazyjnie, że nikomu nie psuję nastroju czy apetytu. Jednak jednocześnie nie chciałabym czytać o tym, że o prawo do niego trzeba walczyć w sądzie, tak jak mama, która domaga się 10 tysięcy złotych zadośćuczynienia od restauracji i przeprosin. I to w kraju, w którym z karmieniem jest taki problem. Półroczne dzieci karmi mniej niż połowa mam. 9 miesięczne zaledwie 17 procent.

PIERSI WALCZĄ O SWOJE PRAWA

W Polsce mama idzie do sądu, w  Argentynie ostatnio karmiące matki wyszły na ulicę walczyć o swoje prawa i domagać się możliwości karmienia w miejsach pubicznych. Do akcji pod hasłem masowe karmienie przyłączyły się  dwie dziennikarki z lokalnej telewziji i w ramach protestu karmiły dzieci w czasie swoich programów na żywo. Kilka razy media pokazywały karmiące posłanki w Parlamencie Europejskim. Jakoś tam, na sali międzynarodowych obrad nikt się, głośno przynajmniej, nie oburzał.

I jeszcze na koniec informacje dla sceptyków – karmienie piersią to nie tylko oszczędność dla matki, ale i całego społeczeństwa! W USA policzono, że gdyby zwiększyć ilość dzieci karmionych wyłącznie piersią do 90%  przez pierwsze pół roku ich życia  to można rocznie zaoszczędzić 13 miliardów dolarów. To szacunkowe koszty leczenia dzieci i ich mam. W Polsce  NFZ w 2012 roku wydał na refundację mieszanek mlekozastępczych 76 000 000 złotych. Nie chcę się tu rozwodzić o walorach zdrowotnych karmienia piersią, bo nie jestem ekspertem, ale te sumy robią wrażenie i może komuś jednak uświadomią, że to wywalanie cyca nie jest fanaberią:)

Co Wy myślicie o kramieniu piersią w miejscach publicznych? Piszcie w komentarzach pod tekstem.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, udostępniaj go bez oporów w sieci!

 

 

Podziel się
Podziel się


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz
%d bloggers like this: