PIERŚ CZY BUTELKA – JAK KARMIĆ DZIECKO?

 

 

 

 

 

Narodowy Fundusz Zdrowia da premie szpitalom, w których będa banki mleka, wsparcie przy jego odciąganiu i podawnie go  potrzebującym tego wcześniakom i dzieciom chorym. To jeden z pierwszych kroków do promowania karmienia piersią, z którym w  Polsce nie jest najlepiej. Słabo też wypada dyskusja o karmieniu w ogóle. Bo niewiele spraw dzieli mamy tak bardzo, jak właśnie sprawa tego, czy podają dziecku pierś, czy butelkę. 

Światowy Tydzień Karmienia Piersią w tym roku w Polsce wybrzmiał wyjątkowo mocno. Wszystko ze względu na dyskusję i karmieniu, która rozpoczęła się razem z informacją, że jedna z mam o prawo karmienia w miejscach publicznych walczy przed sądem. Opinie jak zwykle są dwie – skrajne. Albo karmimy wszędzie albo w domu, by nie gorszyć, bulwersować i obrzydzać.

Karmiące kobiety poparł minister zdrowia, który powiedział, że piętnowanie matek za karmienie w miejscach publicznych jest nie do zaakceptowania. To czynność nie tylko naturalna, ale wręcz zasługującą na jak najszersze wsparcie  mówił Konstanty Radziwił. Natomiast szacunku od nich dla innych domagał się  były europoseł Marek Migalski. Polityk dołożył swój kamyk do narodowej dyskusji takim wpisem:  Rozumiem racje matek, to jednak chciałbym, żeby one zrozumiały racje takich osób, jak ja, które nie życzą sobie, by kobiety wyciągały nad moim talerzem cycek. Karmienie jest czynnością naturalną, tak samo, jak dla innych puszczanie bąków, sikanie czy plucie. One też są naturalne i dobre dla organizmu. I w pewnych społecznościach można je publicznie uskuteczniać. Ale zostało to poprzedzone zgodą, co do tego, że tak można i tak wypada. To właśnie konwencja przesądza o tym, czy, excusez-moi, pierdzenie, szczanie i charkanie jest akceptowalne, czy też nie. Rzuciły się na niego natychmiast oburzone propagatorki karmienia, niektóre posłanki wystąpiły o przeprosiny, ja traktuję to jako usilną próbę przypomnienia o sobie mało znaczącego polityka.

Sam temat karmienia i wszystkie okoliczności, które temu towarzyszą sprawiają, że mam wrażenie, iż karmienie w ogóle jest kontroweresyjne. Przez jego pryzmat ocenia się matkę. Metoda karmienia dzieli matki na dwa zwalczające się z niesamowitą agresją obozy. Po jednej stronie terorystki laktacyjne, po drugiej wygodne leniwe baby, które odzierają swoje dziecko z tego, co może mieć najlepszego. Żadnego szacunku, wyrozumiałości. Chęci poznania przyczyn wyboru. Abo jesteś z nami albo nie nadajesz się na matkę.Ta, która karmi butelą nie tylko pozbawia dziecko wszystkich unikalnych składników, nie projektuje mu życia w zdrowiu i odporności, ale i nie ma z nim wyjątkowej więzi. Ta, co pozawala, by maluch ssał pierś bez opamiętania, a nie co 3 zalecane w książkach godziny dała się mu ograbić z intymności, niezależności i stała się zakładnikiem. Autorkami opinii są kobiety, które przeszły i ciążowe emocje i porodowy ból i huśtawkę nastrojów spowodowanym lękiem o bezbronnego noworodka. Czytam, słucham i nie rozumiem. Po co to wszystko. Dlaczego te okopy bez próby kompromisu wspieranego zwyczajnym wzajemnym szacunkiem. Ta ławtość oceniania, niechęć współpracy i wsparcia. Dominujące przeświadczenie, że skoro ja podjęłam taką decyzję, to i inne mamy muszą zrobić tak samo.

Oczywiście, że za matkami karmiącymi piersią stoją silne argumnty w postaci ponad 200 cennych składników. Naturalne mleko ma między innymi zdrowe białka, tłuszcze, witaminy i przeciwciała. Wzmacnia odporność i jest absolutnie nie do podrobienia. Wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia zalecają wyłączne karmienie piersią przez pierwsze pół roku życia dziecka. Mleko matki zapewnia mu przez ten czas wszystko czego potrzebuje, dodatkowo trzeba wspierać się jedynie witaminą D3. Żaden proszek swtorzony nawet w najlepszym labolatorium nie jest w stanie odtworzyć tego składu. W tej sprawie nie ma co się oszukiwać. Jednak na takim zaawansowanym etapie technologicznym gotowe mieszanki mleka modyfikowanego nie są trucizną, jak nazywają je ich przeciwnicy. Mama, która karmi nimi dziecko nie truje go z premedytacją. Daje coś, czego sama nie mogła/nie chciała/ nie potrafiła dać. Bo naturalne karmienie to nie zawsze jest bułka z masłem. Za decyzją o jego braku stoi często szereg powodów, które złożone w całość spowodowały, że mama wybiera butelkę. Czasami bariery rodzą się w głowie, w szpitalu, gdzie brakuje wsparcia, w fizycznej niemocy i zmęczeniu. Przyczyną może być niewiedza i niemoc fizjologiczna. Tak, są kobiety, które choćby chciały nie mogą karmić. Są takie, które walczą przez kilka nie dni, ale tygodni i miesięcy, by dziecko nauczyło się ssać. Jeśli nie potrafi, ściągają pokarm i podają mu go butelką albo strzykawką. Są też takie, które poddają się od razu. Przyjmują wręczane w szpitalu butelki z gotową mieszanką i nie chcą czuć się przez to gorszymi matkami. Fantastycznie czyta się historie mam, które o pokarm walczyły z konsultantką laktacyjną, jeździły do poradni. Tylko nie każda z nas ma świadomość ich istnienia. Szczególnie w małych miejscowościach. Warto o tym pamiętać komentując agresywnie metodę karmienia. Są też mamy, które nie próbują, bo mają swój plan karmienia. Na babyshower zamawiają najnowsze akcesoria do podgrzewania, wyparzania i czyszczenia butelek. W torbie porodowej wiozą smoczki i butelki. Dlaczego ktoś podważa ich idee macierzyństwa. Obraża i wbudza w nich wyrzuty sumienia.

Mama ma tyle lęków. O dziecko. Siebie. Dom.  Świat, który po porodzie musi ułożyć na nowo, bo nic już nie jest tak samo. Dokładanie kolejnych to barbarzyństwo. Sama karmię piersią. Dla zdrowia, z lenistwa i oszczędności. Przy pierwszym dziecku miałam trudne początki. I niewiele wsparcia, za to sporo wyrzutów z zewnątrz. Położna w szpitalu irytowała się moją niemocą, córka denerwowała głodem, ja stresowałam brakiem mleka. Z czasem wszystko się ułożyło,ale naturalne dla mnie i dziecka zaczęło być po jakiś dwóch miesiącach. Za drugim razem nie wahałam się prosić o pomoc w szpitalu i udało mi się trafić na cudowną położną, która spędziła ze mną całą noc i siłą tylko sobie znanej sugestii przekonywała synka do ssania. Byłam dojrzalsza, mądrzejsza o wcześniejsze doświadczenia i wiedziałam, jak wygodne jest karmienie piersią, dlatego miałam odwagę domagać się wsparcia. Częściej jednak rzeczywistość okołoporodowa jest taka, że nie ma na nic czasu, mama wychodzi z dzieckiem i wspólnymi problemami z sugestią, by ewentualnie szukać pomocy w poradni laktacyjnej. Ja rozumiem, że można nie mieć siły. Być zmęczonym awanturami, bólem piersi, nawałem albo jego brakiem. I dlatego nie akceptuję pochopnych ocen robionych bez całego zaplecza. Może za brakiem karmienia kryje się dramat mamy? Może to jest wygoda. Nie mamy prawa tego oceniać.

Wojna o karmienie jest ostatanią, jaką mamy powinny toczyć. Naprawdę nie trzeba zaglądać sobie ani w dekold ani do butleki. Cudownie, że NFZ będzie dawał więcej pieniędzy szpitalom prowadzącym banki mleka, że oddziały neonatologiczne, na których karmienie piersią będzie promowane zostaną docenione. To jednak dopiero początek, który mam nadzieję, będzie miał ciąg dalszy. Także w postaci indywidualnego  wsparcia dla tych mam, które go potrzebują.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, bez oporów roześlij go w sieci. 

 

Podziel się
Podziel się


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz
%d bloggers like this: