PORODOWE HISTORIE.

Jak to było? Z tym rozśmieszaniem Pana Boga? Trzeba mu powiedzieć o swoich planach… Powiedziałam. Głośno i wyraźnie. Nawet zaczęłam wcielać w życie.

Nadia poszła do żłobka. Tuż za rogiem, docelowo na kilka godzin do południa. Aklimatyzacja miała skończyć się prawie miesiąc przed porodem, ja w tym czasie oczami wyobraźni widziałam siebie z melisą i zaległą książką na kanapie. Albo bez książki, z kocem i czekoladą. Generalnie miał być relaks przed kolejną sporą zmianą, perspektywą nieprzespanych nocy.

A było tak…

Nadia kończyła swój tydzień próbny w żłobku. Cieszyłam się, że jej się podoba i od poniedziałku będzie zostawała tam 6 godzin. Wieczorem wróciłam od fryzjera, który zakamuflował moje siwe włosy delikatnym rozjaśnieniem. Pewnie fachowo to się nawet jakoś ładnie nazywa. W każdym razie wyszło elegancko i stylowo, do nowego roku miało się trzymać, tak się umówiliśmy. Na razie jednak trzymał się mnie kurczowo ból brzucha. Uporczywy nieznośnie, niereagujący zupełnie na łykane z nadzieją tabletki. Mąż sugerował lekarską konsultację, bo przecież jestem w ciąży, bo dziecko w brzuchu, bo coś dziać się może. Ja byłam pewna, że to wina zjedzonych zbyt późno krewetek. Rano ogarnęłam Nadię i odstawiłam do żłobka. Po szybkim buziaku, wylądowałam w aptece szukając wsparcia. Gdy kolejna tabletka rozkurczowa niewiele zmieniła, zaczęłam nieśmiało wiązać fakty.

O tym, że jestem w 9 miesiącu ciąży, że oprócz brzucha boli mnie krzyż i zwijam się regularnie co 5 minut. To odkrycie sprawiło, że zadzwoniłam w końcu do swojej lekarki. A potem wyprasowałam kilka ubranek, spakowałam torbę, odpaliłam auto i pojechałam do przychodni. Tam okazało się, że – niespodzianka – rodzę:) Pomyliłam parcie z zaparciem, ot drobiazg w przypadku wieloródki, jak to okropnie, nazywają kobietę, która ma już dziecko. Do szpitala jechałam karetką na sygnale, mąż dostał smsa, że poród się zaczął i odpowiedział, że super:) Tylko facet może tak powiedzieć babce, która przed porodem miała umówione przedłużanie rzęs oraz manicure i właśnie zdawała sobie sprawę, że wszystko przepadnie  i rodzić nie będzie w stylu glamour. Wizyty dopiero za dwa tygodnie, a tu dzieje się akcja, której nie można zatrzymać. W domu totalny chaos i nieprzygotowanie absolutne. Nadia odebrana ze żłobka, bez planu B, bo ten był do zrealizowania dopiero pod koniec miesiąca. Towarzyszyła mi więc razem z Pawłem w czasie kolejnego KTG i rozbrajała uśmiechem oburzone wcześniej pielęgniarki. Tata w tym czasie organizował opiekę, bo jednak obawialiśmy się, że  na salę porodową dwulatki nie wpuszczą:) Cudem jakimś udało się spiąć wszystko idealnie, po kilku godzinach patrzyliśmy na synka, który miał być córeczką.

Kto tam?

Takie rzeczy też się zdarzają. W czasach USG 4 D i innych cudów techniki. Mały tak zaciskał nogi, że niewiele przez te miesiące w brzuchu ujawniał. Uszykowałam dla niego sukienki po siostrze i zamówiłam literki z dziewczęcym imieniem do dekoracji łóżeczka. Miałam nawet czerwoną tunikę na mikołajki. Tydzień wcześniej usłyszałam, że może powinnam kupić jakieś neutralne śpioszki, bo chyba widać siusiaka. Przez te 7 dni  nie zdążyłam się do tych zmienionych myśli przyzwyczaić i traktować nagle córki, jak syna:) Uwierzyłam dopiero, gdy zobaczyłam. W późne listopadowe popołudnie. Niebieskie oczy i chłopięcą buzię. W szpitalu nie miał lekko. W różowej garderobie po siostrze brany był zawsze za dziewczynkę:) Liczę, że nie będzie tego pamiętał, a jeśli zobaczy na zdjęciach, to i tak wybaczy matce!

Skoro jesteśmy w komplecie – startujemy! Z naszym miejscem, w którym będziemy opowiadać o swoich rodzicielskich doświadczeniach. Niebawem o tym, jak siostra pokochała brata.

*czarno-białe zdjęcia wykonał MaciejDudzik (maciej-dudzik@o2.pl)

Podziel się
Podziel się


Dodaj komentarz

2 komentarzy do "PORODOWE HISTORIE."

Powiadom o

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Agnieszka
7 stycznia 2016 12:37

Waśnie odkryłam waszego bloga i przeczytałam ten wpis. jakbym czytała opis moich własnych przeżyć (za wyjątkiem tej zamiany z dziewczynki w chłopca ;-)) bede z ciekawością śledzić wasżego bloga. Zapowiada sie bardzo ciekawie 🙂
Agnieszka (koleżanka z tej samej klasy w LO).

8 stycznia 2016 19:04

Agnieszka!Dobrze Cię tu widzieć:)Cieszę się, ze Ci się podoba!Czy to oznacza, że nasze dzieci urodziły się w tym samym czasie? Uściski!

wpDiscuz
%d bloggers like this: