TORT Z SAMYCH OWOCÓW – PROSTY PRZEPIS MATKI WARIATKI

Może i jestem matką wariatką, może ambicji kuchennych mam za dużo, ale uznałam, że talerz owocowy to banał i mi matce, która ma więcej gadżetów do pieczenia niż ubrań po prostu nie wypada iść tak łatwą drogą. Dlatego na drugie urodziny córeczki zrobiłam tort z samych owoców, bo tylko taki mógł dostać akceptacje w przedszkolu córki.

Dlaczego musi być tort?

Zanim jeszcze miałam dzieci jedna z moich koleżanek już obsadziła mnie w roli zaangażowanej mamusi, która piecze ciasta i robi desery na wszelkie możliwe przedszkolno-szkolne okazje. W każdej grupie taka postać występuje, więc bez jakiś szczególnych obiekcji wzięłam tę wróżbę na klatę. Nawet nie wzruszyła mnie refleksja, że to zawsze rola niewdzięczna, bo irytująca inne mamy, które całe urodzinowe zaopatrzenie przynoszą z cukierni lub supermarketu.

Poziomu rodzicielskiej miłości oczywiście tort nie wyznacza. Jego rodzaj, sposób pieczenia i dekoracji nie mają żadnego wpływu na siłę uczucia, to jasne. Dla mnie jednak dziecięce święta są pretekstem do słodkiej kreacji. I rzeczywiście koleżanka miała rację, przebierałam niecierpliwie nogami czekając na pierwsze urodziny Nadusi i wymyślając tort dla niej. Imprezy jubilatka miała dwie, dwa też były ciasta. Czekoladowy dwupoziomowy miś i owocowy tęczowy motyl. To było jednak dopiero preludium.

Tort dla dziecka do przedszkola

Na wyżyny tortowej fantazji miałam się zacząć wspinać razem z postępującą edukacją córeczki. Żłobek otwierał przede mną pierwsze drzwi – tak sobie myślałam, do chwili gdy zerknęłam na informację z żłobkowej tablicy. Wyraźnie było napisane, że żadne słodycze nie wchodzą w grę. Można świętować przy owocach lub hermetycznie zamykanych ciastkach owsianych. Cios w moje kulinarne serce. Miał być tort księżniczki albo taki ze świnką Peppe. A na urodzinowym horyzoncie widnieją smętnie jabłka.

Może i jestem matką wariatką, może ambicji kuchennych mam za dużo, ale uznałam, że talerz owocowy to banał i mi matce, która ma więcej gadżetów do pieczenia niż ubrań po prostu nie wypada iść tak łatwą drogą. Z owoców też można zrobić coś niezwykłego, kilka razy zamieniałam w tort arbuza. Jego boki smarowałam śmietaną i zdobiłam migdałowymi płatkami. Tu nie chciałam wychodzić przed szereg i nadwyrężać cierpliwości pań przedszkolanek, więc z dodatków wszelakich musiałam zrezygnować. Wymyśliłam piętra arbuza wypełnione truskawkami, borówkami i dla koloru kiwi.

Najpierw musiałam zdobyć arbuza. W styczniu nie jest to tak oczywiste, że będzie w każdym sklepie. Nie było nigdzie. Jak na złość. Zamówiłam go nawet u swojego pana na bazarku, ale też nie dowiózł, bo okazało się, że jego dostawca miał same miękkie. Ja miałam wyjście awaryjne w postaci zielonego melona. Zanim go zaczęłam kroić, dostałam sygnał, że w osiedlowej Biedronce rzucili pożądane przeze mnie arbuzy. Owoc nawet smakuje, jak trzeba, jest słodki i soczysty, co zimą nie musiało być
takie pewne. Nie udało mi się kupić borówek, bo jednak uznałam, że 20 złotych za małe pudełko płacić nie będę. Zamiast nich użyłam pestek granatu. I wyszło tak:

Przepis na tort z samych owoców

Składniki:

duży arbuz (użyłam 4 kg)

owoce do dekoracji – użyłam truskawek, kiwi, ananasa i pestek granatu

Arbuza obrać, przekroić na 4-5 części. Każdą z nich pomniejszyć, tak by można było je nakładać jedną na drugą. Z kiwi i truskawek wyciąć cienkie plasterki i nimi udekorować boki. Z plastrów ananasa foremką do ciastek wyciąć gwiazdki. Pestki granatu wysypać na wierzch. Przed podaniem schłodzić.

Gdy przyniosłam tort do przedszkola opiekunka Nadii powiedziała mi, że muszę go zabrać, bo to wbrew regulaminowi. Potem przyjrzała się mojemu deserowi i uznała, że mam talent, bo udało mi się oszukać zmysły. Pani zrobiła też zdjęcia, by inspirować innych rodziców. Koleżanka miała rację. Jestem irytującą matką.

Podziel się
Podziel się


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz
%d bloggers like this: