ZWYCIĘSTWO NADUSI. BIEG NA PIĄTKE.

To miał być start rekreacyjny, bo mam przerwę w bieganiu, ale żona namówiła, żebyśmy razem z Naduśką wystartowali. No i sukces.  Według Sylwii zdobyliśmy pierwsze miejsce w nieoficjalnej klasyfikacji dla biegających z wózkami z dziećmi.

Mam zawsze wątpliwości czy powinniśmy startować w tak dużych biegach. Tłok, małe możliwości manewrowania wózkiem. Start w takim biegu przypomina bardziej bieg z przeszkodami niż bieg uliczny. Ale po udziale w Biegu Konstytucji 3 maja oraz Biegu Ursynowskim zdecydowaliśmy się na start. Niestety Bieg Na Piątkę jest tylko dodatkiem do maratonu i tak jest traktowany przez organizatorów. Zero stref, wszyscy puszczeni w jednej fali. W efekcie, zwłaszcza podczas pierwszego kilometra, niesamowity tłok.

Słaba forma Nadusi

Nadusia na początku niestety nie chciała współpracować. Przyjechaliśmy metrem, Zawodniczka w swej karocy siedziała godnie i pozdrawiała uczestników niczym królowa swych poddanych. Ale musiał nastąpić ten moment, gdy trzeba było szykować się do startu. A to oznaczało, że przyszedł czas na zapięcie pasów bezpieczeństwa. I pojawił się problem, bo Nadusia się opierała i nie chciała się zapinać. Na domiar złego okazało się, ze nie mieliśmy niczego czym moglibyśmy ją przekupić, czyli chrupek, herbatników, a  nawet wody. ZERO. Naduśka płacze, ja ją uspokajam i czekamy na strat. Na szczęście okazało się, że w bagażniku wózka są jakieś zaległe chrupki. Zanim nastąpił
wystrzał startera Naduśka spokojnie siedziała dzierżąc w dłoni zdobytą przekąskę Pochłaniała ją bardzo szybko i już się bałem, że zabraknie. Na szczęście mijani biegacze byli dla niej sporą atrakcją i zapomniała, że ma nieco ograniczoną wolność.

Jeszcze słabsza forma taty

Pierwszy kilometr dramatyczny, tempem prawie 6 minut na kilometr. Trudno było biec. Droga wąska. Większość truchta zamiast biec. Zawsze się zastanawiałem, po co ludzie, którzy nie biegają szybko ustawiają się na początku. Nie było stref, a wystartowało prawie 4 tysiące osób, więc chaos był naprawdę spory. Od drugiego kilometra już wszedłem w nasze wózkowe tempo poniżej 4:30 na kilometr, co na zakończenie dało nam wynik 24:35. Na mecie czekała na nas Sylwia, która powiedziała, że byliśmy pierwsi z wózkiem, więc ZWYCIĘSTWO. Zaraz za metą odpiąłem Nadusię. Ona od razu wstała i jak na rydwanie pojechaliśmy na dekoracje. Nadusia wypięła dumnie pierś. Dostała medal, którego oczywiście nie zdejmowała do poniedziałku.

 

Szybko coraz szybciej

Przed rokiem nasz czas był o 2,5 minuty gorszy, więc może nie jest źle. Kolejny nasz start na Biegu Niepodległości. Może jeszcze na jakimś ParkRunie pobiegniemy. Najważniejsze jest jednak, żeby kolejnym razem pamiętał o chrupkach dla Naduśki. Nic tak nie przekonuje dziecka jak mała przekąska.

Podziel się
Podziel się


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o

wpDiscuz
%d bloggers like this: